Opis
Co jeśli to, co dziś nazywamy spirytyzmem, nie jest XIX-wiecznym wynalazkiem, lecz ostatnim echem wiedzy znanej tysiące lat wcześniej?
Louis Jacolliot nie pisał tej książki zza biurka.
Był sędzią, podróżnikiem i urzędnikiem francuskim, który spędził lata na Wschodzie, przede wszystkim w Indiach. Tam zetknął się z braminami, joginami, fakirami, rytuałami inicjacyjnymi i tradycją Pitris – duchów przodków, które według indyjskich wtajemniczonych pozostają w kontakcie ze światem żywych.
Efektem tych doświadczeń stało się dzieło niezwykłe: Spirytyzm. Wtajemniczenie i nauki okultystyczne w Indiach oraz cywilizacjach antycznych. To ponad zwykłą książkę o duchach. Jacolliot próbuje odtworzyć cały system ukrytej wiedzy – od rytuałów dzieciństwa i pierwszych stopni inicjacji, poprzez naukę o duszy, naturze Boga i niewidzialnych bytach, aż po praktyki ewokacyjne i zjawiska, których sam miał być świadkiem.
Co najważniejsze, autor nie przedstawia siebie jako wyznawcy. We wstępie podkreśla, że nie zamierza ani bronić wiary w duchy, ani jej zwalczać. Chce opisać to, co istniało, przytoczyć teksty, przełożyć nauki Agrouchada-Parikchai, przekazać objaśnienia samych braminów i zrelacjonować to, czego doświadczył.
To właśnie ta pozycja obserwatora czyni książkę tak niepokojącą. Bo Jacolliot wielokrotnie staje przed zjawiskami, których nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić.
Fakirzy wywołują ruch przedmiotów, pojawiające się dźwięki, tajemnicze uderzenia, niezwykłe obrazy na piasku, kiełkowanie roślin, lewitację, odczytywanie myśli, pojawianie się kwiatów, świetlistych znaków i widm. Autor nie ukrywa, że część zjawisk może być oszustwem. Tam, gdzie dostrzega szarlatanerię, mówi o niej wprost. Ale są również doświadczenia, wobec których zachowuje znacznie większą ostrożność.
Sam pisze: Widzieliśmy rzeczy, jakich przeważnie nie opisuje się z obawy, aby odbiorca nie zaczął wątpić w poczytalność autora, a jednak faktem jest, że je widzieliśmy.
I właśnie w tym zdaniu zawiera się duch całej książki.
Jacolliot próbuje zachować rozsądek tam, gdzie rozsądek zaczyna tracić grunt pod nogami. Z jednej strony analizuje drobiazgowo strukturę bramińskiego wtajemniczenia. Opisuje kolejne etapy życia przyszłego adepta, wieloletni nowicjat, rytualne oczyszczenia, medytacje, posty, zakazy i próby prowadzące do wyższych stopni inicjacji. Według jego relacji dopiero po dziesięcioleciach przygotowania nieliczni mieli otrzymywać dostęp do najgłębszej wiedzy – dotyczącej duszy, duchów, natury świata i sił ukrytych.
Nad całą strukturą miał stać Brahmatma – najwyższy wtajemniczony, strażnik tajemnic, których ujawnienie było zabronione. Jacolliot opisuje nawet tradycję istnienia sekretnego słowa, przechowywanego wyłącznie przez najwyższego kapłana i przekazywanego następcy.
Z drugiej strony autor idzie znacznie dalej. Porównuje doktrynę Pitris z kabałą hebrajską, filozofią Platona, szkołą aleksandryjską, tradycją perską i wczesnym chrześcijaństwem. Dochodzi do wniosku, że starożytne religie nie rozwijały się w całkowitej izolacji, lecz wyrastały ze wspólnego duchowego nurtu, którego jednym z najważniejszych ognisk miały być Indie.
W ten sposób Spirytyzm staje się czymś więcej niż relacją z praktyk fakirów. To próba rekonstrukcji zapomnianej mapy duchowej starożytnego świata. Czy tajemne nauki Indii, kabała, wierzenia Egipcjan, Chaldejczyków, platoników i pierwszych chrześcijan są fragmentami jednego, znacznie starszego systemu? Czy człowiek starożytny wiedział o świadomości i naturze duszy coś, co później utraciliśmy? A może wszystkie te tradycje jedynie inaczej nazywały te same ludzkie pragnienia, lęki i doświadczenia? Jacolliot nie narzuca odpowiedzi.
W ostatniej części książki robi coś szczególnie interesującego: po własnych relacjach przytacza badania Williama Crookesa, członka londyńskiego Royal Society, który również zajmował się zjawiskami spirytystycznymi. Czytelnik dostaje więc nie tylko opowieści ze świątyń Indii, ale także próbę zestawienia ich z eksperymentalnym podejściem europejskiej nauki XIX wieku.
Spirytyzm to książka o granicy. Granicy między religią a doświadczeniem. Między oszustwem a zjawiskiem niewyjaśnionym. Między wiarą a obserwacją. Między światem żywych i tym, co – być może – nie kończy się wraz ze śmiercią.
Jacolliot nie żąda, aby mu wierzyć. Robi coś znacznie bardziej niebezpiecznego. Opowiada, co widział – i pozostawia czytelnika samego z pytaniem, co właściwie ma z tym zrobić






Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.